wtorek, 28 lutego 2017

Napisane rozwojowo - Work-Life Balance - Beata Rzepka

O tym, że w naszym życiu trzeba dbać o równowagę słyszymy z każdej strony. Ta równowaga jest ważna, bez wątpienia, ale nie wiem czy wiecie jak dużo mitów wokół niej krąży?

Sięgając po książkę Beaty Rzepki miałam takie proste oczekiwanie - znaleźć narzędzia, które pozwolą mi zadbać o tę moją równowagę. Chciałam za pomocą tej książki zadbać o to, by moje życie zawodowe i prywatne otrzymały po 50% mojej doby. Taki był plan.......

Na szczęście, szybko się tego pragnienia pozbyłam. 
Jak?
Za sprawą tego, co znalazłam w treści.

Jednym z najczęściej powielanych mitów o równowadze życiowej jest to, że aby zaznać równowagi należy zadbać o balans między czasem poświęcanym na pracę i czasem poświęcanym na życie osobiste. Nic bardziej mylnego! To czy czujemy równowagę życiową podyktowane jest tym, na ile realnie realizujemy w ciągu dnia, tygodnia, miesiąca nasze potrzeby i... WARTOŚCI.

No właśnie.

  • Czy gdziekolwiek mówi się o tym, że możemy mieć w bardzo odmienny sposób zbudowany świat i to, jak chcemy dysponować swoim czasem? 
  • Czy jest w tym coś złego, że potrzebujemy przeznaczyć więcej czasu na rozwój osobisty niż na kontakty z bliskimi? 
To może być chwilowe, potem możemy to przebudować, ale wszystko, co czujemy o swojej równowadze jest najlepszym wskaźnikiem tego, ile i czy musimy zmienić w swoim życiu, by osiągnąć Work-Life Balance.


Dbanie o siebie, sprawdzanie czy się gdzieś nie zagalopowaliśmy, to chyba klucz do tego, by o tę równowagę zadbać. To, czy będziemy więcej pracować, uprawiać sportu, spotykać się z przyjaciółmi, a może właśnie tych kontaktów unikać to w sumie nasza indywidualna sprawa. Jeśli tylko czujemy, że tak własnie chcemy by wyglądało nasze życie, to wówczas możemy mówić o równowadze w tej nierównowadze (z perspektywy innych).

Książka - obowiązkowa!

Bardzo polecam!

czwartek, 9 lutego 2017

Rzecz o budowaniu relacji - nie tylko z Klientem

Kiedy spoglądam wstecz na wszystkie swoje doświadczenia w budowaniu relacji z Klientami, od razu przychodzi mi na myśl, że jedynie z garstką z nich nie mam nadal kontaktu.

Dlaczego?

Bo budowanie relacji jest jedną z moich wartości, co dzisiaj okazuje się być jednym z filarów funkcjonowania w świecie ... również w świecie usług.

Jestem introwertykiem, który raczej stroni od popadania w krótkotrwałe zachłyśnięcia się znajomościami. Poznaję jednak sporo osób i pomimo swojego zamknięcia, staram się ludziom pokazywać jaka jestem. Każdy z nich wybiera, czy dalej tę znajomość eksploruje, czy też pozostajemy w sferze bycia "znajomymi". Trochę to pokazuje, że to bardziej od tej drugiej osoby zależy, czy nasza znajomość przerodzi się w relację. Nie ukrywam, że to inicjowanie wychodzi mi ... "średnio". Ale jak już się zacznie...

Cenię sobie przede wszystkim to, że moje relacje z Klientami oparte są o podstawowe filary:
  • doping w ich przedsięwzięciach
  • bycie ciekawą, jak to u nich po czasie
  • okazywanie sobie życzliwości
  • pewność, że późniejsze kontakty między nami nie mają podłoża finansowego
  • brak zależności 
  • partnerskość i symetryczność


Być może to oczywiste, że tak powinno się te relacje budować. Spotykam się jednak z oddzielaniem strefy zawodowej od pozazawodowej. Co pewnie ma też swoje plusy. Chociażby to, że nie jest się ciągle w pracy. Jednak dla mnie to trochę nierealne do osiągnięcia. Nie wyobrażam sobie, że jestem inna w relacji z Klientem a potem inna w pozazawodowym (coachingowym, trenerskim) kontakcie. Nawet za cenę bycia "non stop" w pracy, mam poczucie, że to jaka jestem dla innych, buduje autentyczność i trwałość wszystkich relacji, szczególnie PO wykonaniu usługi.

O tym jak budowana jest relacja z Klientem w profesjonalnym coachingu traktuje również wykaz 11 Kluczowych Kompetencji Coacha w International Coach Federation, gdzie:

  • Kompetencja 2 mówi o budowaniu partnerstwa z Klientem, a w nim znajdują się elementy określające relację. Dobrze i z dbałością zbudowane Partnerstwo daje siłę relacji, możliwość na bycie szczerym i w jednoczesnym poszanowaniu wspierać drugą osobę w zgodzie z tym, co w nim i nas żywe i ważne
  • Kompetencja 3 zaprasza do budowania poczucia bezpieczeństwa i zaufania, a przecież to jest fundament tego, na czym opierają się wszelkie relacje międzyludzkie
  • Kompetencja 4 to obecność coachingowa, bardzo specyficzny rodzaj bycia z kimś w pełni z nim i dla niego. Co w dobie smartphone`ów i innych przeszkadzaczy jest i trudne i energochłonne. Co chwila woła nas "rzeczywistość" by oderwać się od tego, co możemy dać najwartościowszego innym. Tę kompetencję cenię sobie najmocniej, ponieważ właśnie takiej jakości relacje chcę dawać i otrzymywać od innych (nie tylko, a może szczególnie też poza coachingiem).
Dwie ostatnie kompetencje znajdują się w grupie "Współtworzenie relacji", a zatem nie tylko coach jest odpowiedzialny za to jak jest, ale też i Klient. Jednak bez stworzenia gruntu do tego, by ta relacja mogła wzrastać, bez zamodelowania postawy poprzez to, co sobą manifestujemy, bardzo trudno jest to uzyskać. Klient mógł przecież nie mieć do czynienia z podobnym sposobem zawierania "znajomości", dlatego to takie ważne. I wyobraźmy sobie potem rozczarowanie, kiedy mija ustalone i zakontraktowane 10 sesji, a spod "coacha" wychodzi ktoś bez uważności dla Klienta, akceptacji, nie wspominając o partnerskiej "miłości".

Dlatego tak ważnym dla mnie jest by budować mocne relacje, bo tylko w takich mój Klient urasta. Dając to też tym, którzy moimi Klientami nie są, zyskuję szczere relacje z ważnymi dla mnie ludźmi. To siła relacji wspiera wszystko to, co dzieje się podczas sesji i pomiędzy nimi. To siła relacji i pełne w szczerości bycie z innymi pozwala czuć się mnie i im dobrze. Nie ma w tym fikcji, udawania, stroszenia piór, bo każdy z nas przyniósł jakąś mądrość na ten świat i temu światu ją daje. Tak rozumiem partnerstwo. Być może nazbyt idealistycznie, ale będę tego strażnikiem i mam nadzieję, że moi bliscy oraz Klienci też.


poniedziałek, 6 lutego 2017

Napisane rozwojowo - Cisza. Siła spokoju w świecie pełnym zgiełku - Thich Nhat Hanh

Mając za sąsiadów rozszalałych studentów, tytuł tej książki zdawał się być dla mnie jakimś wybawieniem... Czy słusznie?

Był grudniowy wieczór. Pełno było we mnie ekscytacji na to spotkanie. Nie dość, że szansa na rozmowę i pyszne celebrowanie zbliżających się Świąt, to jeszcze okazja do obdarowywania się!

Książkę "Cisza" otrzymałam na mikołajkowo/gwiazdkowy prezent . I na samą okładkę ucieszyłam się ogromnie, mając nadzieję, że ta cisza, której pragnę znajduje się w środku.

Wcale się nie pomyliłam. Rozpoczęcie dyskursu o ciszy, rozmyślanie o niej i wsłuchiwanie się w każdy swój dzień stało się dla mnie czymś ważnym. Nie wiedziałam podówczas, że to właśnie elementy uważności, która właśnie wspiera w nas tę ciszę.

Wiele z nas boi się ciszy. Coś nieustannie włącza, zagłusza to, co mogłoby z tej ciszy powstać. To bardzo ciekawe zjawisko, które i mnie doskwierało, szczególnie w ciężkim dla mnie 2012 roku. Wtedy poznałam kogoś, kto pokazywał mi, że trzeba od tych wszystkich zagłuszaczy się uwolnić i skonfrontować z tym, co z tej ciszy wylezie wprost na mnie. Nie byłam wtedy na to gotowa.

Gotowość do ciszy jest bardzo istotna. Nie każdy za nią tęskni i nie każdemu na ten moment jest ona potrzebna. To zdecydowanie należy uszanować.


Na ciszę w każdym z nas warto pracować. Pielęgnować uważność i zwolnić tempo, by pozwolić jej w nas wzrastać. O tym jak o tę cisze dbać, jak dużo w niej mądrości przeczytasz właśnie w tej książce.