czwartek, 30 czerwca 2016

Rzecz o akceptacji - sekrecie życiowego balansu

Z akceptacją trudność polega na tym, że trzeba się na coś zgodzić. Często trudno nam się zgadzać na rzeczy, sprawy, wydarzenia, które nas niezadowalają. A gdzieś pod skórą czujemy, że ta niezgoda nie ma sensu. Chociaż i tak najczęściej popadamy w mechanizm walki z tym, na co nie mamy wpływu.
Ta walka objawia się często:
- złością na to, co nam się przytrafiło
- smutkiem, z powodu jakichś konsekwencji
- analizowaniem tego, co się schrzaniło
- rozpamiętywaniem porażki i pozbywaniem się odwagi do kolejnych działań.

Czy takie zachowania mają w ogóle sens?

Oczywiście, że są zwyczajowe. Wiele osób nie wyobraża sobie, że mogłaby reagować inaczej na całe zło, które im się przytrafia. Poza tym bycie biernym to najgorsze, co można zrobić. Akceptacja kojarzy się często z biernością. Czy to jednak prawda? 

Opowiem Wam dzisiaj o moim Miesiącu Akceptacji, w którym każdego dnia próbowałam zaakceptować wszystko to niewygodne, które do mnie przychodzi. A na koniec powiem jaki to przyniosło efekt i jakie widzę w sobie zmiany.

Postanowiłam czerwiec w tym roku przeznaczyć na pracę z akceptacją. Okrzyknęłam go Miesiącem Akceptacji i każdego dnia na swoim fanpage  publikowałam posty o tym, co dzisiaj zaakceptowałam i jaką mądrość to mi przyniosło.
(jeśli masz ochotę przeczytać wszystkie wpisz w wyszukiwarke na FB hashtag #miesiąc_akceptacji)

To zaskakujące, ale każdego dnia wydarzały się takie rzeczy, które trudno było zaakceptować. I jedyne co robiłam wtedy to powtarzanie sobie:

"Zaakceptuj. Za tym, co przyszło kryje się jakiś większy sens."

Nie było wcale łatwo. Pojawiały się nerwy, smutki i rozżalenia. Czasami szukałam rozpaczliwie jakiegokolwiek elementu, który będę potrafiła zaakceptować. każdy dzień wnosi coś nowego i funduje nam sinusoidę emocjonalną. Warto o tym pamiętać.
I im więcej się zapierałam, tym więcej doświadczałam niewygody. Taki paradoks. Czułam się tym już potwornie zmęczona. Aż tu nagle, niepostrzeżenie opadły mi ramiona, rozluźniło się bardziej ciało, napięcie z brzucha zeszło i świat zaczął bardziej sprzyjać. 
Z tą akceptacją jest tak, że jeśli nie zmuszasz się, jeśli po prostu ją do siebie zaprosisz - działa. Bez wykorzystywania jakichś cudownych technik :)
Mówiąc wprost:

ZECHCIEJ AKCEPTOWAĆ CORAZ WIĘCEJ 
WIDZĄC W TYM SENS

A przełom u mnie był w przedostatnim dniu Miesiąca Akceptacji:

Miesiąc Akceptacji - Dzień 29
"Stań z szeroko rozpiętymi ramionami i powiedz: jestem otwarta na wpuszczenie do siebie miłości - to bezpieczne zapraszać do siebie miłość."
Z akceptacją przyglądałam się dzisiaj ludziom. Tak jakoś przyszli dzisiaj do mnie w niesamowicie zaskakującym kształcie. Zawsze myślę, że odstraszam ich lub dystansuję. A dziś z akceptacją na wszystko co przychodzi od nich, otrzymałam niesamowicie dużo wzmocnień:
- poranne uśmiechy w pracy na widok klipsa biurowego ściągającego w pasie za dużą koszulkę firmową
- entuzjazm i troskę pomocy technicznej przy zgłoszeniu, które musiałam w końcu zrobić a odwlekałam
- wspaniałą wiadomość z podziękowaniami za to co od 28 dni tu wypisuję
- dużo wzmocnień za zamiłowanie do porządku
- ciepłą i obiecującą rozmowę z nowym partnerem biznesowym (mam przeczucie, że z dokładnie takimi samymi wartościami jakimi i ja się w życiu i współpracy kieruję)
- wstępną sesję z nową klientką, w której przede wszystkim chciałam być sobą i wspierać a nie zrobić show :-)
Mam dzisiaj w sobie odwagę by otworzyć się na dobrą energię ludzi. Sami przychodzą nieproszeni, ale serdecznie witani w mojej przestrzeni





#‎miesiąc_akceptacji‬

Efekty tego miesiąca są niesamowite:

spokój - przede wszystkim mam w sobie większy wewnętrzny spokój,
jasne myśli - mniej się fokusuję na tym, co spieprzyłam, a więcej na tym, jaką naukę, korzyść to dla mnie niesie
luz - szczególnie w decyzjach, które podejmuję, bo dzięki akceptacji mam większą łatwość w zaakceptowaniu tego, że to może być zła decyzja
więcej przestrzeni - takiej prywatnej, własnej, w ciszy i zadumie - bo dzięki temu, że się nie pałuję wyrzutami, mam większa ochotę na przebywanie z samą sobą
zero alkoholu wieczorem - bo nie ma od czego się dystansować i co zapijać
życzliwość ludzi - nie wiem czemu, ale się pojawiła w znacznie większej ilość

I pewnie więcej by się tego znalazło.
Akceptuję.
Warto.

Ps.
Mam dla Ciebie zadanie!
Podejmij wyzwanie i zrób sobie swój własny Miesiąc Akceptacji. Już jutro zaczyna się lipiec - jest to dobra okazja, by spróbować :)
To nie muszą być posty na FB, choć jeśli tak będzie - daj znać, chętnie będę Ci dopingować :)
Możesz wziąć notes, kalendarz, stertę kartek papieru - i pisać, wszystko co każdego dnia zaakceptowałaś/zaakceptowałeś.

Masz w sobie gotowość?

Z akceptacją zanurz się w tym :)

Trzymam kciuki!