poniedziałek, 24 lipca 2017

Nieustanna potrzeba rozwoju?

Okazuje się, że aby móc się rozwijać, musimy na chwilę stanąć, ułożyć to "nowe" w sobie, a dopiero potem sięgać po kolejne "nowe". 

Oczywiste? Tylko z pozoru!

Ten rok to dla mnie burza. Oczyszcza atmosferę, pozwala oddychać, ale też i sieje pioruny, gradobicia i ulewy w miejsca, w których się nie spodziewałam.

Będąc osobą, w której systemie wartości wpisany jest rozwój na jednym z pierwszych miejsc, mój ostatni półtoramiesięczny postój jest zaskoczeniem dla mnie samej. Nawet nie wiem jak reaguje na to otoczenie. Może być i tak, że nikt nie zauważył.

Przez ostatnie 5 lat nie robiłam sobie dłuższych postojów w rozwoju niż 2 tygodnie. Myślę, że to i tak statystyka na wyrost. Bo przecież nie powinnam stać w miejscu, prawda? Kto jak kto, ale mnie po prostu nie wypada.

Dopiero po warsztatach certyfikacji trenerskiej Points of You® zerknęłam na siebie i zobaczyłam, że nie mam nawet chwili na to, by to, czym się sama nasączam, mogło we mnie zostać. Pamiętacie gąbki do ścierania tablic w szkole? Jak się je płukało i moczyło, to nadmiar wody przez nie po prostu przelatywał... dotarłam do takiego momentu, w którym wszelkie wartościowe rzeczy, które poznawałam, umykały przykryte kolejnymi i kolejnymi.

To niewiarygodne, jak wielu coachów, trenerów czy innych wspierających ludzi ulega temu samemu. Kolejne szkolenie, kolejne kompetencje, kolejna najważniejsza książka w branży, kolejne udoskonalenia.. Coś co przed chwilą było hitem, staje się już pase, a przecież zupełnie nie o to chodzi by mieć milion certyfikatów, niezliczoną ilość poświadczeń kompetencji i wówczas staniemy się bezkonkurencyjni. Konkurencja będzie zawsze!

Głód wiedzy - to jedno, ale gdzie miejsce na to, by wytrenować nowe umiejętności, dać sobie szansę na oswojenie się z nowym tematem? To bardzo niebezpieczne...

1,5 miesiąca temu trochę mi się "ulało" i postanowiłam sobie powiedzieć:

"YOU ARE ENOUGH!"

Bo jest tak, że wystarczam sobie taka jaka jestem. Z tym czego jeszcze nie wiem, nie umiem i poznam w przyszłości. Ze sprawami, do których się przekonam lub nie. Bo kto powiedział, że to wszystko co się dzieje, musi zaistnieć w nas również?

Nie zrozum mnie źle. Nie mam na myśli zahamowania Twojego procesu rozwoju. Być może własnie przeżywasz tę fascynację przechodzenia coraz większej ilości wtajemniczeń, co daje Ci niesamowitego kopa. I to jest wspaniały moment. Cieszy każdego! Ale potem.. potem kiedy przyjdzie pierwszy przesyt, to będzie jednak znak, by dać sobie chwilę na to, by odsapnąć, przystanąć w biegu i pozwolić nowemu ziarnu w Tobie rozkwitnąć.

Gdybyśmy się nie rozwijali, nie byłoby nas w tym miejscu, w którym wszyscy jako ludzkość jesteśmy. Gdyby nie pęd do nowego, nie moglibyśmy dziś cieszyć się z takich odkryć technologicznych, medycznych czy chociażby geograficznych i kosmicznych. Żyjemy jednak w czasach przesytu. Informacje, które przetwarza nasz mózg to jest totalna mieszanina tak potężnej mnogości, że dźwiganie tego i faszerowanie się bez przerwy czymś więcej, to jest akt autoagresywny niekiedy. Czy tak?

Dlatego mam dla Ciebie coś na ostatni miesiąc wakacji. Kilka pytań, które mogą pomóc Ci oderwać się od tego zapędzenia jeśli tylko tego realnie potrzebujesz, bo:

1. Czego potrzebuję dla siebie na to Lato 2017?
2. Czego chcę a czego nie chcę, by było obecne?
3. Jak się zrelaksuję i naładuję swoje baterie?
4. Co zrobię tak po prostu dla zabawy?
5. Jak wypracuję balans między tym co muszę a tym czego potrzebuję?
6. Na co potrzebuję dać sobie pozwolenie?

Jak każdy piechur, który wyrusza w drogę - potrzebujesz odpoczynków, by dotrzeć do celu. Codziennie chodzisz spać, robisz małe lub większe pauzy, by móc przeżyć każdy dzień. Na Twojej drodze może się też pojawić wiele niespodzianek, nierzadko tych niechcianych. Jeśli nie przystaniesz w biegu, możesz nie mieć rezerw energetycznych by sobie z nimi poradzić.

Może teraz rzeczywiście warto chwilę odsapnąć?
Tylko tyle i aż tyle


środa, 12 kwietnia 2017

31.03.2017 

Sukces pokrojony na kawałki. O filozofii Kaizen.



Kaizen to wyjątkowa filozofia wywodząca się z Japonii znana przede wszystkim jako koncepcja zarządzania. Polega na ciągłym doskonaleniu poprzez konsekwentne wprowadzanie małych zmian. To co wyróżnia filozofię Kaizen spośród innych strategii to jej prostota i niezwykła efektywność.

Podczas gdy większość strategii zmiany wymaga szokujących, radykalnych reform, w Kaizen wystarczy jedynie podejmowanie drobnych wygodnych kroków w stronę rozwoju i to właśnie MAŁE kroki prowadzą do WIELKICH EFEKTÓW.

Wszystkie zmiany, także te pozytywne budzą lęk, a ten z kolei budzi opór i hamuje zmianę. Kaizen pozwala oswoić strach przed zmianą i w naturalny, łagodny sposób przyzwyczaić umysł do nowych nawyków.

Filozofia Kaizen ma w sobie ogromną uniwersalność, można stosować ją zarówno w życiu zawodowym jak i prywatnym. W biznesie Kaizen sprawdza się m.in. przy ograniczaniu kosztów funkcjonowania organizacji i równocześnie podniesienia jakości pracy w firmie, rozwijaniu nowych produktów i usług, zwiększaniu sprzedaży, budowaniu motywacji pracowników. Najlepszym potwierdzeniem na skuteczność Kaizen na tym polu jest fakt, że kierownictwo takich organizacji jak Boeing, Toyota, Honda czy US Navy metody Kaizen na stałe włączyło do swoich strategii zarządzania osiągając świetne efekty.

Na polu prywatnym Kaizen pomaga we wprowadzeniu nowych nawyków, uczy rozwiązywania problemów, nawet w obliczy wielkiego kryzysu, rozwija kreatywność, zwiększa motywację, pokazuje nową perspektywę samorozwoju i buduje poczucie osobistego sukcesu.



Czemu warto?

Każdy uczestnik: 
- dowie się jak działają zasady kaizen 
- nauczy się technik wprowadzania zmian 
- po szkoleniu wyjdzie z własnym planem zmiany swoich nawyków.



Warsztat poprowadzą:
Agata Skiba, psycholog i trener zmiany z doświadczeniem pracy w organizacjach pozarządowych oraz w korporacjach. Małymi krokami nauczyłam się języka hiszpańskiego. Małymi krokami zrealizowałam też swoje marzenie - roczną podróż po Ameryce Południowej. Da się!;)

oraz

Tomasz Miler, trener zmiany, coach, marketingowiec, dumny tata (to prawie zawód). Małymi krokami przebiegłem kilka maratonów i ultramaratonów. Małymi krokami zostałem trenerem, a niedługo wydam własną książkę o filozofii Kaizen: "Sukces - pokrojony na plasterki.

A jak było?

Niesłychanie energetycznie. Piątkowa atmosfera raczej nam sprzyjała, ponieważ niezwykle szybko się poczuliśmy swobodnie, co pozwoliło nam wejść w głęboką pracę. 
Agata i Tomek przygotowali nam niesamowicie dużą ilość informacji i ćwiczeń, dzięki którym każdy z nas po spotkaniu wyszedł z gotowym planem na to, by móc kaizenowo sięgnąć po nasze pragnienia.








wtorek, 28 lutego 2017

Napisane rozwojowo - Work-Life Balance - Beata Rzepka

O tym, że w naszym życiu trzeba dbać o równowagę słyszymy z każdej strony. Ta równowaga jest ważna, bez wątpienia, ale nie wiem czy wiecie jak dużo mitów wokół niej krąży?

Sięgając po książkę Beaty Rzepki miałam takie proste oczekiwanie - znaleźć narzędzia, które pozwolą mi zadbać o tę moją równowagę. Chciałam za pomocą tej książki zadbać o to, by moje życie zawodowe i prywatne otrzymały po 50% mojej doby. Taki był plan.......

Na szczęście, szybko się tego pragnienia pozbyłam. 
Jak?
Za sprawą tego, co znalazłam w treści.

Jednym z najczęściej powielanych mitów o równowadze życiowej jest to, że aby zaznać równowagi należy zadbać o balans między czasem poświęcanym na pracę i czasem poświęcanym na życie osobiste. Nic bardziej mylnego! To czy czujemy równowagę życiową podyktowane jest tym, na ile realnie realizujemy w ciągu dnia, tygodnia, miesiąca nasze potrzeby i... WARTOŚCI.

No właśnie.

  • Czy gdziekolwiek mówi się o tym, że możemy mieć w bardzo odmienny sposób zbudowany świat i to, jak chcemy dysponować swoim czasem? 
  • Czy jest w tym coś złego, że potrzebujemy przeznaczyć więcej czasu na rozwój osobisty niż na kontakty z bliskimi? 
To może być chwilowe, potem możemy to przebudować, ale wszystko, co czujemy o swojej równowadze jest najlepszym wskaźnikiem tego, ile i czy musimy zmienić w swoim życiu, by osiągnąć Work-Life Balance.


Dbanie o siebie, sprawdzanie czy się gdzieś nie zagalopowaliśmy, to chyba klucz do tego, by o tę równowagę zadbać. To, czy będziemy więcej pracować, uprawiać sportu, spotykać się z przyjaciółmi, a może właśnie tych kontaktów unikać to w sumie nasza indywidualna sprawa. Jeśli tylko czujemy, że tak własnie chcemy by wyglądało nasze życie, to wówczas możemy mówić o równowadze w tej nierównowadze (z perspektywy innych).

Książka - obowiązkowa!

Bardzo polecam!

czwartek, 9 lutego 2017

Rzecz o budowaniu relacji - nie tylko z Klientem

Kiedy spoglądam wstecz na wszystkie swoje doświadczenia w budowaniu relacji z Klientami, od razu przychodzi mi na myśl, że jedynie z garstką z nich nie mam nadal kontaktu.

Dlaczego?

Bo budowanie relacji jest jedną z moich wartości, co dzisiaj okazuje się być jednym z filarów funkcjonowania w świecie ... również w świecie usług.

Jestem introwertykiem, który raczej stroni od popadania w krótkotrwałe zachłyśnięcia się znajomościami. Poznaję jednak sporo osób i pomimo swojego zamknięcia, staram się ludziom pokazywać jaka jestem. Każdy z nich wybiera, czy dalej tę znajomość eksploruje, czy też pozostajemy w sferze bycia "znajomymi". Trochę to pokazuje, że to bardziej od tej drugiej osoby zależy, czy nasza znajomość przerodzi się w relację. Nie ukrywam, że to inicjowanie wychodzi mi ... "średnio". Ale jak już się zacznie...

Cenię sobie przede wszystkim to, że moje relacje z Klientami oparte są o podstawowe filary:
  • doping w ich przedsięwzięciach
  • bycie ciekawą, jak to u nich po czasie
  • okazywanie sobie życzliwości
  • pewność, że późniejsze kontakty między nami nie mają podłoża finansowego
  • brak zależności 
  • partnerskość i symetryczność


Być może to oczywiste, że tak powinno się te relacje budować. Spotykam się jednak z oddzielaniem strefy zawodowej od pozazawodowej. Co pewnie ma też swoje plusy. Chociażby to, że nie jest się ciągle w pracy. Jednak dla mnie to trochę nierealne do osiągnięcia. Nie wyobrażam sobie, że jestem inna w relacji z Klientem a potem inna w pozazawodowym (coachingowym, trenerskim) kontakcie. Nawet za cenę bycia "non stop" w pracy, mam poczucie, że to jaka jestem dla innych, buduje autentyczność i trwałość wszystkich relacji, szczególnie PO wykonaniu usługi.

O tym jak budowana jest relacja z Klientem w profesjonalnym coachingu traktuje również wykaz 11 Kluczowych Kompetencji Coacha w International Coach Federation, gdzie:

  • Kompetencja 2 mówi o budowaniu partnerstwa z Klientem, a w nim znajdują się elementy określające relację. Dobrze i z dbałością zbudowane Partnerstwo daje siłę relacji, możliwość na bycie szczerym i w jednoczesnym poszanowaniu wspierać drugą osobę w zgodzie z tym, co w nim i nas żywe i ważne
  • Kompetencja 3 zaprasza do budowania poczucia bezpieczeństwa i zaufania, a przecież to jest fundament tego, na czym opierają się wszelkie relacje międzyludzkie
  • Kompetencja 4 to obecność coachingowa, bardzo specyficzny rodzaj bycia z kimś w pełni z nim i dla niego. Co w dobie smartphone`ów i innych przeszkadzaczy jest i trudne i energochłonne. Co chwila woła nas "rzeczywistość" by oderwać się od tego, co możemy dać najwartościowszego innym. Tę kompetencję cenię sobie najmocniej, ponieważ właśnie takiej jakości relacje chcę dawać i otrzymywać od innych (nie tylko, a może szczególnie też poza coachingiem).
Dwie ostatnie kompetencje znajdują się w grupie "Współtworzenie relacji", a zatem nie tylko coach jest odpowiedzialny za to jak jest, ale też i Klient. Jednak bez stworzenia gruntu do tego, by ta relacja mogła wzrastać, bez zamodelowania postawy poprzez to, co sobą manifestujemy, bardzo trudno jest to uzyskać. Klient mógł przecież nie mieć do czynienia z podobnym sposobem zawierania "znajomości", dlatego to takie ważne. I wyobraźmy sobie potem rozczarowanie, kiedy mija ustalone i zakontraktowane 10 sesji, a spod "coacha" wychodzi ktoś bez uważności dla Klienta, akceptacji, nie wspominając o partnerskiej "miłości".

Dlatego tak ważnym dla mnie jest by budować mocne relacje, bo tylko w takich mój Klient urasta. Dając to też tym, którzy moimi Klientami nie są, zyskuję szczere relacje z ważnymi dla mnie ludźmi. To siła relacji wspiera wszystko to, co dzieje się podczas sesji i pomiędzy nimi. To siła relacji i pełne w szczerości bycie z innymi pozwala czuć się mnie i im dobrze. Nie ma w tym fikcji, udawania, stroszenia piór, bo każdy z nas przyniósł jakąś mądrość na ten świat i temu światu ją daje. Tak rozumiem partnerstwo. Być może nazbyt idealistycznie, ale będę tego strażnikiem i mam nadzieję, że moi bliscy oraz Klienci też.


poniedziałek, 6 lutego 2017

Napisane rozwojowo - Cisza. Siła spokoju w świecie pełnym zgiełku - Thich Nhat Hanh

Mając za sąsiadów rozszalałych studentów, tytuł tej książki zdawał się być dla mnie jakimś wybawieniem... Czy słusznie?

Był grudniowy wieczór. Pełno było we mnie ekscytacji na to spotkanie. Nie dość, że szansa na rozmowę i pyszne celebrowanie zbliżających się Świąt, to jeszcze okazja do obdarowywania się!

Książkę "Cisza" otrzymałam na mikołajkowo/gwiazdkowy prezent . I na samą okładkę ucieszyłam się ogromnie, mając nadzieję, że ta cisza, której pragnę znajduje się w środku.

Wcale się nie pomyliłam. Rozpoczęcie dyskursu o ciszy, rozmyślanie o niej i wsłuchiwanie się w każdy swój dzień stało się dla mnie czymś ważnym. Nie wiedziałam podówczas, że to właśnie elementy uważności, która właśnie wspiera w nas tę ciszę.

Wiele z nas boi się ciszy. Coś nieustannie włącza, zagłusza to, co mogłoby z tej ciszy powstać. To bardzo ciekawe zjawisko, które i mnie doskwierało, szczególnie w ciężkim dla mnie 2012 roku. Wtedy poznałam kogoś, kto pokazywał mi, że trzeba od tych wszystkich zagłuszaczy się uwolnić i skonfrontować z tym, co z tej ciszy wylezie wprost na mnie. Nie byłam wtedy na to gotowa.

Gotowość do ciszy jest bardzo istotna. Nie każdy za nią tęskni i nie każdemu na ten moment jest ona potrzebna. To zdecydowanie należy uszanować.


Na ciszę w każdym z nas warto pracować. Pielęgnować uważność i zwolnić tempo, by pozwolić jej w nas wzrastać. O tym jak o tę cisze dbać, jak dużo w niej mądrości przeczytasz właśnie w tej książce.

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Kilka słów o coachingu. Podcast.

Jakiś czas temu (dokładnie w mikołajki) miałam swój debiut w rozgłośni radiowej jaką jest Radio Medium Publiczne. Wraz z 2 wspaniałymi dziewczynami, opowiadałyśmy czym coaching nie jest, a czym jak najbardziej jest.

To ważny głos. Dyskusja o tym trwa w najlepsze i czasem warto poświęcić kilka minut, by spróbować uporządkować tę przestrzeń.

W audycji "Wilki, owce i jednorożce" pod redakcją Tomka Staśkiewicza wzięłam udział wraz z  Anną Witkiewicz i Moniką Michasiewicz-Krzątałą. Wyszło coś, czego warto posłuchać.

Coaching czy Kołczing?

PODCAST - klik

niedziela, 8 stycznia 2017

Napisane rozwojowo - Wrażliwość. Dar czy przekleństwo? - Ilse Sand

Czasami potrzebujesz coś o sobie usłyszeć, przeczytać. Coś, co może i jest oczywiste, ale niewypowiedziane, niedookreślone i nienazwane. Ktoś musi Ci to nazwać. 

Dowiedziałam się o sobie, że cierpię na WWO (wysoką wrażliwość osobistą), choć czy cierpię, to kwestia umowna... przecież to ja decyduję. 

Ta książka spadła na mnie niespodziewanie, a jej lektura zajęła mi rekordowo krótki czas. Pochłanianie informacji o tym, co nie do końca w sobie nazywałam było tak łapczywe, jak nerwowe chwytanie powietrza po dłuższym nurkowaniu.

Ale od początku.
Od jakiegoś czasu mocno przyglądam się sobie i swojemu introwertyzmowi. Sprawdzam na ile mnie wspiera we wszystkich swoich działaniach, ale też staram się tak sobą zarządzać, by móc podołać kolejnym dniom i nie mieć deficytów energetycznych.

Zarządzanie nie jest równoznaczne z rozumieniem tego, co się ze mną dzieje. Jedyne co dopuszczałam do swojej głowy to dawkowanie kontaktów z ludźmi i to nie dlatego, ze ich nie lubię, a właśnie dlatego, że lubię ich za bardzo i mocno mnie absorbują. Gdy tej uwagi przykują za wiele, padam, tak po prosu, na pysk.

Okazuje się, że to wynik czegoś, na co może cierpieć nawet 1/4 społeczeństwa i cieszy mnie to, że nie jestem odszczepieńcem jakimś, tym bardziej, że moja praca to głównie człowiek.
Wszystko co mi się dzieje, jest wynikiem absorbowania ogromnej, a wręcz kolosalnej ilości danych, która później musi być jakoś przetworzona. Nie przetworzona - zalega i "pracuje". A jak się robi kumulacja i nie mam możliwości tego wszystkiego z siebie zrzucić, robi się kłopot. Jestem przesadnie zmęczona, nieustannie senna i niechętna na kolejne kontakty z ludźmi.

I na to wszystko okazuje się jest recepta, a ponad wszystko da się to upowszechniać wśród tych, którzy tak nie mają. Być może uda się pokazać im, że różnice między nami może i są, ale da się z nimi żyć, jeśli tylko spotkają się z akceptacją.



Po lekturze tej książki zdecydowałam bardzo przemyślanie projektować swój kalendarz. Znajdować czas na "oddechy" w samotności i w końcu zaprosiłam do siebie nadzwyczajną troskę o swoje dobre samopoczucie. Z dużą nadzieją pozostawiła mnie ta lektura, dlatego polecam ją wszystkim - tym nie nadwrażliwym również. Ku zrozumieniu.